Śniadania przygotowujemy z pietyzmem i fantazją, traktując je nie jako coś „na szybko”, ale jako pełnowartościowy posiłek, który może być wizytówką miejsca. Dzieje się tak w hotelach, restauracjach i prywatnych domach. W Polsce moda na śniadania eksplodowała już kilka lat temu. Czy przetrwa dłużej?
Podczas Kongresu Turystyka Przyszłości, na którym niedawno byłam, wielu ekspertów podkreślało coś, co często umyka naszej uwadze: nigdzie na świecie nie ma takich śniadań jak w Polsce. To, co dla nas jest codziennością – bogaty, różnorodny i sezonowy stół – za granicą wcale nie jest standardem. Śniadania przygotowujemy z pietyzmem i fantazją, traktując je nie jako coś „na szybko”, ale jako pełnowartościowy posiłek, który może być wizytówką miejsca
– mówi Aleksandra Klonowska-Szałek, founderka serwisu slowhop pośredniczącego w sprzedaży miejsc wypoczynkowych w klimatycznych miejscach. Przeczytaj cały wywiad z Aleksandrą Klonowską – Szałek.
Śniadania jako nowa wizytówka gastronomii
W ostatnich latach rośnie w Polsce trend tzw. breakfast culture – kultury śniadaniowej. Coraz więcej osób planuje weekendy wokół porannych wyjść do restauracji, a knajpy, które oferują dobre śniadania, cieszą się statusem „must visit”.
Ewidentnie restauracje zauważyły, że to właśnie poranny ruch może budować ich markę. Śniadania:
- przyciągają lokalną społeczność,
- tworzą nawyk regularnych odwiedzin,
- są mniej podatne na sezonowość niż kolacje,
- świetnie wpisują się w trend zdrowego, naturalnego jedzenia.
Przeczytaj także: Turystyka snu i ciszy
Agroturystyki i slow turystyka: śniadanie jako doświadczenie

Na rynku slow turystyki śniadaniową modę widać wyjątkowo wyraźnie. Wiele gospodarstw agroturystycznych zaczyna traktować śniadanie jako swój najważniejszy produkt i wyróżnik. To nie jest już zwykły bufet. To doświadczenie oparte na lokalności, świeżości i autentyczności.
Przy agroturystykach powstają:
- ogrody permakulturowe,
- przydomowe farmy warzywne,
- własne sady,
- pasieki,
- mini przetwórnie.
Dzięki temu poranny talerz staje się opowieścią o miejscu – o ziemi, rytmie natury, pracy gospodyni i lokalnych rolnikach.
Przykłady, które inspirują
Niektóre obiekty idą jeszcze dalej, tworząc własne mikrosystemy kulinarne. A Śniadania przygotowujemy z pietyzmem i fantazją, traktując je nie jako coś „na szybko”, ale jako pełnowartościowy posiłek, który może być wizytówką miejsca. Aleksandra Klonowska – Szałek uważa, że świetnym przykładem jest Kwaśne Jabłko w Warmii, które posiada własną cydrownię i sezonową restaurację. Co ciekawe, działa ona tylko w weekendy — świadomie, aby nie zaburzać życia lokalnej społeczności. Kuchnia bazuje na produktach z najbliższego sąsiedztwa: warzywach, owocach, mleku, serach, mięsie od lokalnych gospodarzy.
W rezultacie śniadanie staje się formą turystyki kulinarnej – ludzie przyjeżdżają nie tylko „by się przespać”, ale żeby zjeść.
Śniadania przyszłości
Możemy spodziewać się dalszego rozwoju trendu. Najprawdopodobniej będziemy częściej widzieli:
- śniadaniowe degustacje,
- śniadania tematyczne (regionalne, wege, sezonowe),
- rosnącą rolę produktów z własnych upraw,
- współpracę z lokalnymi gospodarstwami,
- śniadania dostosowane pod foodies, ale i pod rodziny.
Cena śniadań w lokalach gastronomicznych? Sky is the limit?
Poranna moda zaowocowała wysypem śniadaniowni i przyspieszeniem otwierania restauracji. Efektem są też rosnące ceny śniadań. Są eksperci, którzy zwracają uwagę na zagrożenia z tym związane.
– Śniadania na mieście zrobiły się spotkaniami posh, wielkimi, specjalnymi wyjściami. Uważam, że to jest bańka, to jest naciąganie ludzi. Jak zaczną się pojawiać lokale, które nie będą ludzi naciągać, ta bańka pęknie w końcu. Ludzie jeżdżą po świecie i mówią: ”Coś nie gra u nas z cenami!”
– mówi Marcin Czubak, szef kuchni, piekarz, prowadzący szkolenia dla gastronomii w rozmowie z serwisem horecanet.

