Dawny latarniowiec a może wegański hostelik. Prezentujemy dwa ciekawe miejsca, które warto rozpatrzyć poszukując noclegu w Hamburgu.
Pokój w latarniowcu?! Dlaczego nie
Dla chętnych morskich wrażeń można zaproponować nocleg w dawnym latarniowcu wybudowanym w 1952 r., który do 1989 r. służył jako pływająca latarnia u wybrzeża W. Brytanii. Latarniowiec, to statek wodny pełniący rolę latarni morskiej przeważnie bez napędu, zakotwiczony na stałe w miejscu, gdzie budowa latarni morskiej jest niemożliwa albo nieopłacalna.
Przeczytaj także: Berlin. Co zjeść odwiedzając stolicę Niemiec?
My nigdy nie dysponowaliśmy tego typu jednostką. Dlatego może warto wziąć pod uwagę nocleg w takim miejscu. Hotelik oferuje w sumie tylko 6 kabin, ale za to ma się pewność i gwarancje, ze są to najbardziej oryginalne i nietypowe noclegi, które pozwalają jednocześnie poczuć się wilkiem morskim doznając rytmicznego kołysania podczas snu- to takie połączenie marynarskiej atmosfery z dzisiejszym komfortem.
A może wegański hostelik?
Innym ciekawym i też niebanalnym miejscem noclegowym jest wegański hostelik typu B&B „Green Haven” (Mühlenstieg 3, 22041 Hamburg, Niemcy), z 3 pokojami dla w sumie 8 osób. W razie potrzeby jest możliwość wynajęcia wszystkich pomieszczeń, które po odpowiedniej aranżacji mogą pomieścić 10 osób.

Cały wystrój jest dość ascetyczny, ale przy tym też wysmakowany- to nie ma nic wspólnego ze spartańską pustelnią czy tym bardziej z niedostatkiem- to jest po prostu przejaw charakteru Niemców z Północny, którym poprzez wpływy protestanckie bliżej jest do Skandynawów, niż do np. mieszkańców Bawarii. Poza tym ma to swój urok, gdy wegańskie i ekologiczne śniadanie pałaszuje się z nakryć, które pochodzą z różnych kompletów. Obiekt nie posiada na swym wyposażeniu telewizorów, ale jest dostęp do internetu, zabronione tez jest palenie tytoniu. Poza 3 pokojami nocleg możliwy w osobnym apartamencie oraz w zaadaptowanym…wozie budowlanym.
Obojętnie w jakim celu znajdziemy się w Hamburgu (zabytki, musicale, koncerty rockowe, targi..), to warto zdawać sobie sprawę z uroków tego miasta i z jego odrębności kulinarnej (więcej w naszym tekście: Kulinarne oblicza Hamburga), o której tak często się zapomina, czyli Moin, moin (wym. moj, moj) jak pozdrawiają się hamburczycy.
